Warto rozmawiać i się uczyć

Wymiana postów w części „wprost” zaczyna przypominać dialog, więc na wstępie chciałbym uzupełnić myśl moją poprzednią odnośnie dialogu z przedsiębiorcami. Jeszcze raz zaznaczam, że nie chodziło mi o spotkania medialne, mówiąc zaś „przy kawie”, chodziło mi o atmosferę bardzo kameralną, kiedy rozmawiają dwie osoby reprezentujące dwa punkty widzenia.

Taka sytuacja ma miejsce, kiedy urzędnik wystąpi w podwójnej roli: partnera w rozmowie oraz ucznia. Partner, ponieważ mamy tu grunt publiczno-prywatny, wszelkiego typu regulacje prawne, wsparcie. Uczeń, ponieważ tylko przedsiębiorca może mu (urzędnikowi) zwrócić uwagę na błędy administracji, na utrudnienia, z którymi się spotkał. Trudne, ale nie niemożliwe. Kto powinien się uczyć? Każdy, ale przykład idzie od góry, czyli od prezydenta i rady miasta w naszym wypadku.

Nie można także myśleć medialnie – nie należy ogłaszać sukcesu na starcie przedsięwzięcia. Moim zdaniem nie powinno mówić się: „dziś zaczynamy realizację wspaniałego planu, a efekty będą oszałamiające”. W ten sposób urodziło się zbyt wiele porażek. Co prawda prezydent USA dostał za to nagrodę Nobla (obiecał wycofać wojska z Iraku, co mu się nie udało), ale obawiam się, że nie każdego czeka taka przyszłość. Chciałbym natomiast kiedyś usłyszeć słowa prezydenta lub przewodniczącego rady miasta: „wiem, że ryzykowaliśmy zaczynając to przedsięwzięcie, ale dzięki tym ludziom, którzy się nim zajęli, dzięki ich zaangażowaniu, udało się dziś osiągnąć sukces”.

Dziś chciałem jednak poruszyć zupełnie inny temat. Jestem zwolennikiem własności prywatnej. Uważam, że to prywatna inicjatywa napędza gospodarkę, zarówno w skali micro jak i macro. Są jednak działalności, których prywatyzować nie wolno. Nie odnoszę się dziś do kraju, chcę zostać na poziomie miasta. Wszystko, co służy mieszkańcom, powinno pozostać w posiadaniu władz miejskich: wodociągi, ciepłownictwo, gospodarka komunalna (w tym odpadami!), transport miejski czy MOSiR. To wszystko są przedsięwzięcia służące mieszkańcom. Służące – to znaczy, że mają zaspokajać te potrzeby możliwie najmniejszym kosztem, a nie generować możliwie największy zysk. Fantastycznym przykładem jest właśnie gospodarka odpadami, którą zafundował nam ustawodawca. W ramach przetargu wybrano najtańszą ofertę, żeby zastąpić tę nieefektywną komunalną. Okazało się jednak, że najtańsza oferta wcale taka tania nie jest i pojawiła się nawet groźba podwyżki opłat jednostkowych. I o ile wcześniej rynek mógł być konkurencyjny, ustawodawca zafundował nam monopol, odbierając możliwość wyboru.

Prywatyzując wodociągi miejskie zyskamy jednorazowy zastrzyk gotówki do kasy miasta, która najprawdopodobniej zostanie źle wydana (na przykład wpakujemy się w jakiś bezsensowny projekt unijny, po którym zostanie dług lub w ogóle cofnięta dotacja). W efekcie jednak nikt nie zapanuje nad podwyżkami cen wody odbieranej od przedsiębiorcy prywatnego. Stąd mój apel: nie rozpatrujmy nawet takiej możliwości. Zgadzając się jednak na inwestycje w przedsiębiorstwach miejskich, róbmy to z głową, żeby nie było powtórki z MPK, gdzie puste, ale za to drogie w utrzymaniu autobusy nie są w stanie na siebie zarobić. I tu wracamy do punktu, od którego zacząłem: przyszły (wówczas) urzędnik wypocił opracowanie, na podstawie którego dokonano takich właśnie zakupów. I na 100% nie skonsultował swoich „pomysłów” z nikim, kto by się na tym znał. Stąd tytuł: warto rozmawiać i się uczyć.


Daniel Kowalczyk