Oszczędności

Wydaje mi się, że poza Panem Tadeuszem Zarembą i mną nikt się nie wypowie. W sumie szkoda, bo każdy zauważa coś, co można poprawić. Mam nadzieję, że ta inicjatywa nie umrze śmiercią naturalną.



Dziś chciałbym opowiedzieć o pewnym zdarzeniu. Nie ma bezpośrednio związku z Urzędem Miasta, ale ma bardzo silny z naszymi pieniędzmi. W czasie roku szkolnego prowadzałem mojego syna do przedszkola. Końcem maja MPWiK postanowił wymienić jakąś rurę przy ul. Wojska Polskiego, pomiędzy przedszkolami nr 2 i „Małym Artystą”. Pamiętam, że byłem pod wrażeniem szybkości pracy – po dwóch dniach tylko świeżo posiana trawa znaczyła ślad, którymi przebiegły prace. Jednak w tle musi być jakieś „ale”. Tak było i tym razem – następnego ranka… właściwie: od następnego ranka popłynęły tamtędy rzeki i nie chodzi mi o odnogi Narwi.

Przez następny miesiąc co jakiś czas zbierało się tam „konsylium”, które oparte o koparkę debatowało nad tym, co mogło się tam stać. Przekopano niemal cały teren ponownie, w niektórych miejscach kilkarazy, ale woda leciała do końca czerwca. Być może jestem laikiem, ale nie rozumiem, dlaczego nie przeprowadzono prób szczelności, kiedy jeszcze cała rura była na wierzchu. Rozumiem, że 1500 oznacza koniec pracy i czas do domu, ale koszty tego ponosimy wszyscy, także pracownicy. Koszty to nie tylko woda, która wsiąkła w grunt, ale przede wszystkim syzyfowa praca tych ludzi. Czas poświęcony na kolejne naprawy i „konsylia” mogli poświęcić na naprawdę produktywne zajęcia. Te wyciekające z rury pieniądze wyciekają też z kasy miasta, chociażby przez zmniejszone dywidendy.

Nie wierzę, że w firmie jak MPWiK nie ma procedur, które chroniłyby kasę miasta (a przez to także naszą), przed takimi stratami. Jeśli władze miasta szukają oszczędności, może warto zerknąć do miejskich przedsiębiorstw?

Daniel Kowalczyk